Wycieczkę 12 czerwca rozpoczęliśmy od miejsca, w którym czas zwalnia, a dusza wycisza się przed modlitwą – od Dębna Podhalańskiego. W samym sercu wsi, wśród zieleni i ciszy, stoi perła sakralnego dziedzictwa – kościół pw. św. Michała Archanioła. Zbudowany z modrzewia, bez użycia gwoździ, przetrwał wieki. Wnętrze zdobią unikalne, gotyckie polichromie z XV wieku, które opowiadają historię świata nie słowami, lecz kolorami i symbolami. Święty Michał z mieczem w ręku zdaje się strzec nie tylko tego miejsca, lecz także wszystkich, którzy tu przychodzą w ciszy serca.
Po chwili duchowej refleksji czas wyruszyliśmy na górski szlak – ku Trzem Koronom, przez jeden z najpiękniejszych zakątków Pienin. Ze Sromowiec Niżnych żółtym szlakiem weszliśmy w Wąwóz Szopczański – dziki, malowniczy, pełen cienia i chłodnego powietrza. To naturalna brama w góry, gdzie każda skała i każde drzewo mają swoją opowieść. Wąwóz prowadził nas coraz wyżej, serpentynami pośród paproci, świerków i wapiennych ścian.
Po około 1,5 godziny wspinaczki osiągnęliśmy cel – Trzy Korony (982 m n.p.m.). Ze stalowej platformy widokowej rozciągał się panoramiczny pejzaż: Tatry, Gorce, Magura Spiska, Dolina Dunajca i Pieniny w całym majestacie. To miejsce, gdzie natura mówi głosem ciszy – a człowiek słucha.
Z Trzech Koron zeszliśmy dalej żółtym szlakiem, kierując się w stronę Góry Zamkowej – niepozornej, lecz bogatej w historię. Na jej szczycie niegdyś wznosił się zamek lub strażnica, dziś pozostały tylko ślady – i legendy o skarbie ukrytym przez Bolesława Wstydliwego. Szlak prowadził nas dalej, już łagodniejąc, w stronę Krościenka nad Dunajcem – urokliwego miasteczka z rynkiem, kawiarniami i klimatem dawnych pienińskich wypraw.
W drodze powrotnej oprócz pięknych wrażeń i uczucia szczęścia w naszych głowach już rodziły się plany na następną wędrówkę. Bo każda wycieczka to nie tylko koniec – to też początek. A góry zawsze będą czekać…





